piękne słowa
o Róży od Bartka (Baci), których nie można nie zamieścić
na stronie....Sami przeczytajcie..
... przed
zetknięciem się z Różą jedynym zespołem, którego
kochałem, był King Crimson. Ich muzyka chyba dość rzadko
podoba się Sigurowiczom, prezentuje inną odmianę piękna.
Nie jest ono subtelne i ulotne, opiera się głównie na
muzycznych brutalizmach, grotesce,intrydze,
nieprzewidywalności, "zorganizowanym chaosie", więc
czynnikach raczej nieobecnych w Sigur Rós. Właśnie
pośrednio dzięki KC dowiedziałem się o Sigurach.
Przeglądałem forum dyskusylne o nich i trafiłem na temat
"Muzyka równie piękna jak KC". Tam, jeden z wpisów
brzmiał: "Sigur Rós - objawienie, na które długo trzeba
było czekać." Pomyślałem sobie: to musi być coś naprawdę
dobrego, skoro w taki sposób wyraża się na jego temat
fan King Crimson. Stwierdziłem, że nie pomyliłem się w
przypuszczeniach, wysłuchawszy fragmentów "AB" w
sklepie. Każdy następny puszczony przeze mnie utwór
wydawał mi się lepszy od poprzedniego. Szybko zdjąłem
więc słuchawki i poleciałem do kasy. Żadna inna płyta
nie zrobiła na mnie tak dużego wrażenia, a wymownie
świadczy chyba o tym fakt, iż pierwszego dnia
przesłuchałem ją 5 pełnych razy (!), a sami wiecie, jak
długi jest to album. Długi, a jednak te 5 kwadransów
zlatują tak, jak 3. Gdy w sierpniu 2003 dowiedziałem się
o nowej płycie, codziennie liczyłem dni do premiery. I
znowu byłem zachwycony Tą muzyką. Niby prosta, a
Wspaniała. Przede wszystkim bardzo intymna, osobista;
słuchacz ma wrażenie, iż została skomponowana i
zaadresowana specjalnie jemu. Może nawet jest to muzyka
trochę za bardzo introwertyczna; przenosi w inny wymiar,
z którego trudno jest później wrócić do
rzeczywistości...
Baci