„Sigur Rós przyjedzie do Polski” – relacja naszej redakcji z koncertów Sigur Rós w Dreźnie i Kolonii oraz drezdeńskiego spotkania z zespołem
Bywa tak, że marzenie wyzwala piękniejszą mozaikę doznań aniżeli rzeczywiste doświadczenie. Jednak to, czego doświadczyłam podczas koncertów Sigur Rós w Dreźnie i Kolonii, przekraczało moje oczekiwania. Wydawało mi się wcześniej, że mam już świadomość tego, co przeżyję, gdyż już dwukrotnie uczestniczyłam w koncertach Sigur Rós w 2003 roku. Dwa lata przerwy w odbiorze ich muzyki „na żywo” przymgliły nieco moje wspomnienia. Koncerty w Dreźnie i Kolonii ożywiły w dwójnasób wachlarz moich doznań. Trudno sprecyzować moje wrażenia, odczucia podczas koncertów Zwycięskiej Róży. Stwierdzenie „oni nie są z tego świata” brzmi dosyć trywialnie, a jednak nasuwa mi się na usta. Logika i rozumowanie zawodzą, kiedy się zetknę z fenomenem Sigur Rós.
Czarę mojej duszy wypełnia wdzięczność i miłość do tych islandzkich „ludzików”, którzy tworzą cos zupełnie ponad, coś co przyciąga do siebie jak magnes, czego moja relacja nie jest w stanie przekazać.
Drezno
Kulturpalast
05.11.2005
setlista:
intro
glósóli
ný batterí
sé lest
saeglópur
njósnavélin
gong
andvari
olsen olsen
hoppípolla
med blódnasir
vidrar vel til loftárasa
svo hljótt
heysátan
- - -
vaka
popplagid
Oczywiście wyczekiwałam na Ny batteri live! Doczekałam się! Jednak transgresja fali dreszczów opanowała mnie niemal po pierwszych brzmieniach Glósóli, i trwała aż do końca. Niestety siedzieliśmy tym razem z dala od sceny, co stwarzało pewien dyskomfort. Koncert zakończył się nieoczekiwanym przeze mnie bisem (Vaka, Popplagid). Tańczyła moja dusza, jakby dane jej było na moment przekroczyć bramy Raju.
W umówionym miejscu spotkaliśmy się z Alexem79 oraz naszymi przyjaciółmi Martinem, i Larsem, twórcami niemieckiej fanstrony Sigur Rós, gdzie oczekiwaliśmy na zespół.
Równie wielkie emocje towarzyszyły nam w momencie, gdy jako pierwszy wyszedł do nas Kjartan, (za nim Orri). Podziękowaliśmy mu za wspaniały koncert, lecz on w onieśmielonym geście, powiedział, że to właśnie jemu jest miło i nam dziękuje za przybycie i nasze fanowskie strony. Spytałam go wówczas (Orri rozmowny nie był) czy przyjadą w końcu do Polski, zapewnił, że tak. Przypomniałam mu, że obiecywał nam już kilkakrotnie, np. w Berlinie w 2003. Kjartan zmieszał się i rzekł: „ Na pewno przyjedziemy do Polski, bardzo chcemy do was przyjechać”. Potem pojawił się Georg i z gracją pozował z nami do zdjęć, dokładnie, powoli wpisywał nam autografy – odpowiadał zdawkowo na pytania, również podziękował za przybycie i za nasze strony (www.sigur-ros.art.pl oraz www.sigurros.de/). Pożegnałam się z nim słowami: „Do zobaczenia jutro w Kolonii”, na co Georg zareagował uśmiechem, „Tym bardziej nam miło” – odpowiedział.
Najwięcej czasu poświecił nam Jónsi, który dołączył do nas z radosnym uśmiechem na twarzy. Był wzruszony, osobiście podziękował mi za naszą polską stronę. Miło mi było to usłyszeć. Spotkanie przebiegało w atmosferze radości, przerywane wybuchami śmiechu, a nawet pisku z mojej strony, szczególnie gdy „pozowaliśmy” do wspólnego zdjęcia. Prosiłam by Jónsi wybaczył mi, że zachowuję się jak „groupie”, na co Jónsi wybuchnął jeszcze większym śmiechem i piszczał razem ze mną. Cała akcja skończyła się „p r z y t u l a l n i e”. „Jest mi szalenie miło się z wami widzieć, tym bardziej, że spotkamy się jeszcze raz, jutro w Kolonii” – powiedział Jónsi. Powtórnie podszedł do mnie Kjartan i ponowił wcześniejszą obietnicę: „Przyjedziemy do Polski, na pewno”, na co ja odparłam, „Cieszę się bardzo, ale kiedy?”, wtedy Jónsi wyjaśnił: „W 2006, w czasie nowej trasy”. Pogadaliśmy jeszcze trochę, po czym Jónsi nas grzecznie przeprosił, gdyż wraz z Aminkami chciał obejrzeć Drezno nocą. Aminkom również podziękowaliśmy za wspaniały koncert.
Miło mi było spotkać się również z liczną grupą polskich fanów Sigur Rós w Dreźnie, wszystkich serdecznie pozdrawiam.
Kolonia
Paladium
06.11 2005
galeria
Koncert w Kolonii był dla mnie kolejną porcją silnych wrażeń. Tym razem staliśmy już pod sama sceną, dzięki czemu w trakcie jego trwania nasze twarze rozpoznał Georg. I znów moje serce było tańcem zwycięstwa, bujało w chmurach niczym ptak, wolne, lekkie, szczęśliwe.
Dziewczyny/ki z Aminy dały równie piękny, efemeryczny concertos, pełen elfiej delikatności i wdzięku, wykonały go tak samo jak w Dreźnie. Sigur Rós natomiast dokonał pewnych zmian. Zagrali utwór Heysátan w innym układzie. Instrumenty przesunęli ku przodowi sceny i ułożyli je półkoliście. Akurat staliśmy naprzeciw tegoż układu. Muzyka nietypowego, starego instrumentu klawiszowego, którym władał Georg, przenosiła mnie w ciemne wnętrza jakiejś archaicznej świątyni.
Mimika twarzy Jónsiego podczas całego koncertu była tak barwna, że skupiała większość mojej uwagi. Zanim wydobył z siebie te nieziemskie dźwięki, jego twarz wyrażała całą gamę emocji. Po czym nieoczekiwanie eksplodował ładunkami dźwięków. Paraliżował nas ogniem śpiewu.
W mojej pamięci pozostał też obraz twarzy fanów, uczestników koncertu. Spływały po nich łzy wzruszenia, tak jak po mojej. Każdy utwór zaprezentowany przez zespół oraz towarzyszącą im Aminę to prawdziwe arcydzieło! Z pewnością moje słowa nie są adekwatne do tego, czego doświadczyłam w Kolonii. Trzeba to zobaczyć live! Dziękuję! Takk!
Alexcure
Dodaj komentarz do tego artykułu:
(redakcja sigur-ros.art.pl nie odpowiada za treść umieszczonych komentarzy)
Twoje imię: Twój komentarz:
news : zespół : artykuły : dyskografia : teksty : galeria : media : linki : forum : księga gości : Islandia : autorzy
design by Lu©2004