News`y! historia grupy itp artykuły, wywiady, relacje płyty i płytki teksty i tlumaczenia zdjęcia, fotografie, widoczki niezbędnik fana fajnie odwiedzić dyskusje, wywody, rozmowy zostaw ślad wyspa, klimaty, przepisy, tradycje my Strona startowa

 

 

 

 

Ta ostatnia - po trzech albumach otoczonych kultem, w tym klasycznym już, kapitalnym "Agaetis Byrjun"- przeżywa wyjście na szerokie wody w barwach dużej wytwórni. Na "Takk..." dalej są zespołem żelaznych zasad, wyjątkowym i wiernym sobie. Po co galopować, skoro ładniej będzie gdy wszystko zagrać powoli? Smyczkowe partie, instrumenty dęte, charakterystyczne e-bow pozwalające wydobywać z gitar długie niemal niekończące się dźwięki. I podobnie przeciągane partie wokalne w kompletnie niezrozumiałym, więc automatycznie baśniowym języku północy (świetny Jónsi Birgisson).

   Piosenki Sigur Rós nie mają zwykłej struktury, gdzie małą kulminację w postaci refrenu mamy w zasadzie co minutę. Tutaj napięcie narasta cały czas, od ledwie słyszalnych subtelności do eksplozji w rockowym finale. Owszem, mieliśmy takie rzeczy u Pink Floyd, mamy czasem u Radiohead. Choć jednych i drugich trzeba by przenieść do Islandii, żeby zaczęli rozumować w ten sposób. W końcu to dla islandzkich wykonawców ukuto termin emo - rock.

   

Jeśli już szukać prostych podobieństw, to bardziej u szkockich Mogwai i kanadyjskich Godspeed You Black Emperor! (zwróćmy uwagę, że wszystkie tego typu formacje działają na północy). O ile jednak tamci mają w sobie często ideologiczną złość, gniew, w Sigur Rós drzemie coś marzycielskiego, dziecięco czystego i - przede wszystkim - kompletnie wyjątkowego. Czysta estetyka. Magnetyzm, hipnotyzm, który sprawia, że nie chcemy, by muzyka kiedykolwiek się skończyła. Sigur Rós pokazują, że sztuka może jeszcze opierać się na pięknie. A ich sukces - również ten sprzedażowy - że jest sprawiedliwość na tym świecie. Słowem: jestem na "Takk..."

Bartek Chaciński.

 

Nr 38/3143

15 wrzesień 2005

 

Dziękujemy redakcji Przekroju za udostępnienie artykułu.

 

Bjórk, Sigur Rós, Mum, Gus Gus... muzycznie w Islandii od nowych, oryginalnych pomysłów kipi jak, nie przymierzając, w gejzerze. Nieźle jak na kraj, w którym mieszka 300 tysięcy osób (mniej więcej tyle ile w Białymstoku) i którego stolica Rejkiawik, centrum życia kulturalnego o europejskim znaczeniu, to miasto wielkości Kielc. I jak na kraj, którego większość mieszkańców zajmuje się - jak donosił mi mój znajomy - skrobaniem ryb. Wygląda na to, że to po pierwsze, inspirujące zajęcie, a po drugie, że ci, co nie skrobią, jak nie kręcą albo nagrywają, bo jakością i znaczeniem sceny muzycznej i kinematografii łatwo mogą zawstydzić Polaków.

   Może to kwestia arktycznego powietrza, może naturalnej energii z gejzerów, choć - jak twierdzi Bjórk - w dużej mierze zasłóga Asmundura Jónssona, świetnego menadżera, który zrobił wiele dla niej, a potem pomagał właśnie grupie Sigur Rós.

Dodaj komentarz do tego artykułu:

(redakcja sigur-ros.art.pl nie odpowiada za treść umieszczonych komentarzy)

 

 

Twoje imię:
Twój komentarz:

 

     

 

news : zespół : artykuły : dyskografia : teksty : galeria : media : linki : forum : księga gości : Islandia : autorzy

 

design by Lu©2004