Magazynislandzki magazyn, Sirkus prowadzi wywiad z
Georgiem, Kjartanem, Jónsim i Orrim
Szczęśliwy mariaż czterech mężczyzn: Sigur Rós i Takk
Wiosna 2005 to dobry czas dla każdego islandzkiego fana
Sigur Rós. Ich nowy album Takk wychodzi 12 września, a w
październiku zagrają w Islandii.
Sigur Rós są obecnie męczeni przez prasę, pierwszą część
dnia spędzają udzielając wywiadów islandzkich, później
nadciągają dziennikarze z innych krajów. Wywiady nie
stanowią ich ulubionego zajęcia, całe szczęście, bo w
naszym interesie jest by spędzali jak najwięcej czasu
przy instrumentach tworząc muzykę.
Georg Hólm.
"Czasami można odkryć nowe aspekty w muzyce poprzez
mówienie o niej w powierzchowny sposób, jednak jeśli
staramy się objąć głębsze jej obszary, rozmowa staje się
kłopotliwa. Tak czy siak, aby dokonać sekcji
czegokolwiek, musi ono być uprzednio uśmiercone."
12 lat.
Niesamowite. Wydaje się, jakby to były 3 lata.
A Wasze relacje zawsze były owocne?
Tak. Stanowią niespodziankę. Jakbyśmy ciągle
rozpoczynali znajomość. Kiedy tworzyliśmy Ágætis byrjun
czuliśmy się tak samo. Czas nawiasów był czymś więcej
niż przedłużeniem, bo był to ciężki okres. Teraz znów
jesteśmy świeżutcy, czujemy się jakbyśmy zaczynali od
nowa. Pojechaliśmy na wakacje przed rozpoczęciem pracy
nad nowym albumem i kiedy po powrocie znów znaleźliśmy
się razem, poczuliśmy się, ze razem eksplodujemy.
Jakbyśmy przez ten czas nagromadzili w sobie twórczość,
która wpadła w pułapkę naszych wnętrz. To było bardzo
przyjemne uczucie.
Mówicie wiele o atmosferze i uczuciach. Czyż nie
jesteście bardziej mediami niż muzykami?
W pewnym sensie, tak. Gramy w odpowiedzi na nasze
otoczenie. Kiedy zaczynamy grać i pisać wyolbrzymiamy
atmosferę, która jest wokół nas. Piosenki wyolbrzymiają
nasze uczucia. Nigdy nie decydujemy się na określony
cel. Nie siadamy by zagrać rifa, którego zapisaliśmy
poprzedniej nocy.
Czy Wasze sesje są długie?.
To bardzo zmienne. Nie. Raczej nie. Zależy od piosenek i
nastroju.
Czy wszyscy jesteście zgodni co do kierunku, w którym
zmierzacie?
Tak. Wszyscy jesteśmy zgodni, że nie obieramy żadnego
kierunku. Po prostu gramy w czterech i nie omawiamy
tego, co robimy.
Czy rozmawiacie z innymi muzykami?
Kiedy spotykamy inne zespoły, zwykle jesteśmy na trasie,
a wtedy jest mało czasu, rozmawia się raczej o trasie.
Nie rozmawiacie o tym jak tworzycie muzykę?.
Tylko dziennikarze chcą o tym rozmawiać. Oprócz trasy,
rozmawiałem z innymi muzykami o teledyskach, jak oni je
robią. Zespoły mają różne metody tworzenia wideoklipów.
Zwykle nie rozmawiam o muzyce.
Dlaczego nie lubicie rozmawiać o muzyce?.
Dla nas, muzyka jest magią, która tworzy się w danym
momencie. Jeśli się zacznie rozbierać ją na czynniki
pierwsze, można ją zniszczyć. Czasami można odkryć nowe
aspekty w muzyce poprzez mówienie o niej w powierzchowny
sposób, jednak jeśli staramy się objąć głębsze jej
obszary, rozmowa staje się kłopotliwa. Tak czy siak, aby
dokonać sekcji czegokolwiek, musi ono być uprzednio
uśmiercone.
Każde Wasze tourne w tym roku trwa 4 do 6 tygodni. Czy
nie jest to porównywalne do rybaka, który wybiera się na
zbyt daleki połów?.
Prawdopodobnie. Nigdy nie pracowałem jako rybak, więc
nie mogę porównać, lecz atmosfera w autobusie na trasie
może być porównywalna do atmosfery w łodzi podwodnej.
Każdy zajmuje przestrzeń innej osoby, brak samotni,
oprócz prycz, które są wysokie i wąskie. Najczęściej
podróżujemy nocą i nie widzimy nic prócz czerni za
szybami. Pamiętam jak byłem zdegustowany, kiedy
przecinaliśmy Góry Skaliste w piekielnych ciemnościach.
Podróżowaliśmy przez ten sławny łańcuch górski a nie
mogliśmy nic robić, poza piciem piwa, paleniem
papierosów i spaniem. Ale to zawsze zabawa, kiedy gramy
koncert. Nawet złe koncerty dostarczają nam zabawy.
Czy macie jakieś groupies?.
Nie. Nie wiem czemu, ale nie mamy. Za to mamy takich,
którzy za nami jeżdżą, szczególnie w Europie. Podczas
naszego ostatniego tourne niektórzy ludzie podążali za
nami od pierwszego koncertu po ostatni. Kręcili się przy
naszym autokarze i czekali na nas. To zabawni ludzie.
Kjartan Sveinsson.
"To jak małżęństwo . Trzeba odżywiać związek i dokonywać
kompromisów. Inaczej nie przetrwa."
Album nazywa się Takk [Dzięki]. Dlaczego?.
Takk. To słowo chodziło za nami od lat. oh, i również
oznacza “dziękujemy/dziękuję”.
Czy to słowo odzwierciedla Wasz nastawienie do muzyki?.
Tak. Jesteśmy wdzięczni. Jesteśmy zadowoleni z tego
gdzie teraz jesteśmy i jak to wszystko się potoczyło.
To, gdzie teraz jesteście?.
Jesteśmy w dobrym miejscu Czujemy się dobrze. Tworzymy
tą muzykę. To przywilej.
Bezpiecznie powiedzieć, robicie dobrze..
Tak. Ale nie chodzi tylko o to. jesteśmy szczęśliwi z
naszego życia. Ale oczywiście, zdajemy sobie sprawę, że
raz się leci z góry, raz wspina pod górę.
Czy za Takk kryje się jakaś koncepcja?.
Nie. Nigdy nie byliśmy za koncepcjami, nawet jeśli tak
wygląda. Koncepcje przychodzą potem. Kiedy się
przypatrzysz bliżej wykonanej pracy, łatwo w niej
znaleźć jakiś koncept, ale my nigdy nie zmierzaliśmy w
kierunku projektu z ustalonym z góry konceptem. To nie
nasz styl, poważnie. Sigur Rós to nie inteligentną
kapela. Głębokie myśli nie kryją się za tym, co robimy.
Czterech panów i zero odgórnych ustaleń? Musicie się ze
sobą bardzo zgadzać?
Tak, zgadzamy się, a jeśli nie, zawsze znajdujemy jakieś
wyjęcie. Gramy ze sobą już tyle czasu i znamy się na
wylot.
Czas jest często wrogiem zespołu.
Tak. Czas może być wrogiem.
Czas może dzielić ludzi.
Tak. Nikt nie jest dokładnie taki sam. To jak małżeństwo
. Trzeba odżywiać związek i dokonywać kompromisów.
Inaczej nie przetrwa. To dotyczy szczególnie zespołów,
których członkowie są młodzi wiekiem. Człowiek zawsze
się uczy nowych rzeczy o wzorach zachowań I różnych
charakterach, które napotyka. Różnica polega na tym, że
w małżeństwie są tylko dwie osoby, które muszą
dopracować różnice.
Jak długo gracie razem?
Prawie dwanaście lat. Wow.
Czy praca przy tworzeniu Takk była długim procesem?
Pracowaliśmy nad tym nagraniem prawie dwadzieścia
miesięcy, co jest normalnym okresem czasu, przynajmniej
dla Sigur Rós.
Jakieś rozczarowania?
Nigdy nie wiesz co się wydarzy. To nasze dziecko.
Ekscytujące. To bardzo ekscytujące.
Czy odbiór ma dla Was jakieś znaczenie?
Zawsze jest wspaniałe, kiedy otrzymujemy pozytywną
reakcję. Nigdy nie jest to dla nas jedyną przesłanką.
Jesteście dotychczas rewelacyjnie przyjmowani.
Nie narzekamy.
Wasza muzyka pojawia się w najbardziej dziwnych
miejscach.
Tak. Jest trochę naszej muzyki w filmach.
Czy wyznajecie jakieś zasady w związku z użyciem Waszej
muzyki w filmach?
Chcemy wpierw zobaczyć sceny, zanim zgodzimy się na
użycie naszej muzyki w nich. To się okazało trudne, w
przypadku Hollywood. Niewiele osób chce nam wysłać
fragmenty nie skończonych filmów, z obawy na ewentualne
przecieki. Ale jeśli ktoś nam wyśle takie sceny,
oglądamy je.
Jesteście trudni.
Tak. Często mówimy “nie”. To jest dobre.
Czy kiedykolwiek ktoś z Waszych filmowych kontrahentów
się poddał?
Pewnie. Zapotrzebowanie na użycie muzyki nie jest tak
wysokie jak to było po ukazaniu się Ágætis byrjun.
Dostaliśmy wiele ofert do filmu, telewizji i reklamy.
Niektóre z tych ofert idą za daleko. Oferty takie jak
The Life Aquatic przyjęliśmy, ale nie Buffy The Vampire
Slayer, na przykład.
Do Buffy chcieli użyć Waszą muzykę?
Tak, dawno temu.
I odmówiliście im?
To nie było trudne.
Pracowaliście z wieloma różnymi osobistościami, jak na
przykład Merce Cunningham i Hilmar Örn. Czy
zdecydowaliście jakim rodzajem muzyków chcecie być?
Nie. Gdy tylko będziemy wiedzieć jakimi muzykami
jesteśmy, będzie koniec . Przestaniemy istnieć. Zawsze
eksperymentujemy. Tworzenie muzyki to próbowanie i
odkrywanie. Jeśli kiedykolwiek zdecydujemy, ze piszemy
“ten rodzaj piosenki”, wtedy całość stanie się sterylna.
Radują nas wszystkie projekty które robimy. Wszystkie
wymagają innego podejścia. Proces jest szybszy,
nagrywamy i tworzymy na potrzeby filmu więcej.
Uzyskaliśmy wiele doświadczenia z kolaboracji i
projektów pobocznych.
Merce Cunningham to żywa legenda. Jak wyglądało zgranie
Waszej muzyki z jego choreografią?
On uważa, że muzyka i taniec niekoniecznie muszą się
pokrywać. Jego kompozytor to John Cage, napisał muzykę
opartą na przypadkowości. Dawniej muzyka i taniec
musiały pasowac do siebie ale obaj panowie mieli inne
zdanie. Poproszono nas o napisanie 20 minut muzyki i to
wszystko. Miło było patrzeć jak ludzie tańczą, ale
muzyka nie miała żadnego bezpośredniego wpływu na to jak
poruszali się na scenie.
Czy po Waszym sukcesie nie rozwinęła się w Was mania
wyższości?
Nie uważam tak. Mamy szczęście, ze mieszkamy w Islandii
gdyż gdyby, ktoś miał manię wielkości, nie miał by dokąd
uciec. W Rejkjawiku jest zawsze miejsce. Mam tam
przyjaciół i nie jestem tam jakąś nadzwyczajną osobą.
Żaden z nas nie jest. W Rejkjawiku nie hołdujemy
sławnym. Nikt nigdy nie osiąga takiego statusu by był na
prawdę ważnym. Björk chadza po mieście i każdy zostawia
ją w spokoju, za wyjątkiem turystów.
Jakbyś opisał scenę muzyczną w Islandii?
Cóż, wszędzie jest dużo muzyki, co jest bardzo miłe.
Kiedy jesteśmy za granicą, sporo pytają nas o muzykę w
Islandii. Chcą kojarzyć naszą muzykę z przyrodą i chcą
wiedzieć, czy rzecz się ma podobnie ze wszystkimi
islandzkimi zespołami. Barði Jóhannsson [z Bang Gang]
powiedział w filmie 'Screaming Masterpiece', że “w
Islandii nikt nie dba o to, dlatego ludzie robią to, co
chcą. Nikt w Islandii nie założy zespołu tylko by
odzwierciedlać przyrodę".
Co jest inspiracją Waszej muzyki?
Inspiracja jest wszędzie i nigdzie. Nie potrafię wskazać
żadnego kierunku. Inspiracja przychodzi z naszego
środowiska, ludzi, którymi się otaczamy, filmów,
książek, oper mydlanych, mamy i taty, przyrody, z
czegokolwiek. Nigdy nie doświadczyłem sytuacji, w której
czułem, że jestem czymś zainspirowany. Nigdy nie miałem
jakiegoś wspaniałego pomysłu stojąc na szczycie góry.
Kiedy jestem jakiejś górze, raduję się z tego jak na
mnie działa. Może, oczywiście, wpłynąć na mnie, jako
osobę, jednak nie oznacza to, że inspiruje mnie do
tworzenia muzyki.
Czy chcesz, by Wasza muzyka sprawiała, by odbiorcy czuli
się w określony sposób?
Nie. Zdecydowanie nie. Ważne jest by ludzie byli otwarci
i doświadczali tego, co chcą. Często nasza muzyka może
wdrążyć się w czyjeś życie osobiste, gdyż odzwierciedla
pewne emocje z okresu jego życia. To są prywatne
uczucia. Nie chcemy nakazywać ludziom co mają myśleć i
czuć.
Czasem słyszy się, że osoby które słuchają Waszej muzyki
to najczęściej cierpiący na depresje. Czy to w ogóle
zauważyłeś?
Nie, raczej nie. Mam nadzieję, ze daje im trochę dobra.
Właściwie to znam kogoś, kto cierpi na depresję, ale on
uważa, że nasza muzyka to pieprzone gówno.
Jón þór Birgisson
"Ludzie często nadinterpretują i znajdują znaczenie w
czymś, co nie jest godne uwagi. To zabawne."
Czy zawsze masz to samo uczucie przy wydawaniu nowego
albumu?
Nie.
Co było innego przy Takk?
To był długi proces. Pracowaliśmy nad nim dwa lata i
ruszaliśmy w trasy koncertowe w międzyczasie. Jestem
niesłychanie podekscytowany teraz, że płyta niebawem ma
być wydana. Będzie ciekawe zobaczyć jak ludzie na nią
reagują.
Zatem ludzkie reakcje na Waszą muzykę mają dla Ciebie
znaczenie?
Tak. Pewnie.
To Wasz czwarty album, jeśli pominiemy Hlemmur i projekt
Merce Cunninghama.
Tak.
Jak podoba Ci się praca nad projektami pobocznymi?
To masa zabawy. Pozwalamy sobie na więcej. Robimy więcej
eksperymentów, gdyż wszystko jest dozwolone.
Czy jest coś wartego uwagi w tym jak powstawało Takk?
Takk jest prawdopodobnie bogatszy niż pozostałe albumy.
Ciągle się uczymy. Kiedy tworzyliśmy Von, musieliśmy się
nauczyć jak używać sprzętu nagraniowego, ponieważ
chcieliśmy by pewien dźwięk i nastrój pojawiał się na
pierwszym planie w nagraniach. Nauczyliśmy się również
dużo od Kena Thomasa podczas nagrywania Ágætis byrjun.
Nauczył nas, że muzyka to uczucia i nastrój, a nie
częstotliwość i inne gówna. Nawiasy były do pewnego
stopnia najtrudniejszym albumem. Wcześniej graliśmy te
piosenki przez długi okres czasu i byliśmy zmęczeni
nimi, kiedy weszliśmy do studio. Trudno jest być
twórczym, kiedy jest się zmęczonym. Wyciągnęliśmy z tego
wnioski i teraz wiemy wiele rzeczy, które mogą okazać
się korzystne w przyszłości.
Czy staracie się odtworzyć jakiś dźwięk na Waszych
koncertach?
Nie, raczej nie. Ostatni album stanowił coś więcej.
Chcieliśmy odczuć wrażenie surowości, jakby z grania na
żywo. Spróbowaliśmy tego, ale to nam za bardzo nie
wychodziło. Nastrój na Takk jest bardziej jakby "anything
goes" („cokolwiek idzie”). Nie mieliśmy nic do
stracenia. Chcieliśmy stworzyć uczucie, bez próbowania.
Chcieliście, by to było szczere.
Tak, tak sądzę.
Czy uważasz, że to powszechny cel, który chcą osiągnąć
inne zespoły?
Mam nadzieję. Nie wiem. Jest tyle gówna produkowanego
dla mas w ostatnich czasach, ze pewnie nie.
Pop kultura staje się złą nazwą. Mówi się, że politycy
jak i sztuka są zanieczyszczeni pop kulturą.
Pop kultura jest jak fast food. Kiedy odżywiasz się
śmieciami, w końcu do nich przywykasz. Być może takie
jest przeznaczenie biegu zdarzeń.
Sigur Rós grają razem przez 12 lat.
Tak.
Ile mieliście lat, kiedy rozpoczynaliście?
Osiemnaście, dziewiętnaście.
Dwanaście lat to długi szmat czasu. Jesteście w Sigur
Rós przez jedną trzecią Waszego życia.
Wiem. To szalone.
Nie spodziewam się, że żałujesz jakiegokolwiek czasu
spędzonego w zespole.
Nie. Aczkolwiek jest to bardzo długi okres czasu.
A teraz możecie robić, co chcecie.
Tak, mogliśmy robić co chcemy od samego początku. Ludzie
często pytają mnie jak to jest mieć podpisany kontrakt z
dużą wytwórnią płytową, a ja im mówię, że to jest tak
jak mieć podpisany kontrakt z małą wytwórnią. Po prostu
mamy więcej przestrzeni. Gramy przez dwanaście lat i
sprawdziliśmy się jako artyści, nie potrzebujemy juz
więcej opieki. Nikt nas nie monitoruje. Wszystko robimy
sami: aranżujemy, nagrywamy, miksujemy, masterujemy.
Nawet sami robimy wideoklipy. Wytwórnia wie, że nie musi
się o nas martwić, więc się nie martwi. Pomaga nam.
Całkowita samowystarczalność nie jest zbyt powszechna
wśród doskonałych artystów.
Nie. Jednak, czujemy teraz presję. Poza muzyką, sami
tworzymy okładkę do albumu oraz wideoklip do
korespondencji internetowej. Mamy już za sobą prace
przygotowawcze, teraz pracujemy nad przetwarzaniem
materiału. Nigdy nie pozwalamy sobie na wyjście poza
obszar twórczej kontroli jak również nie pozwalamy innym
robić coś dla nas. Choć zdaje się, że było by zdrowe,
gdybyśmy zaufali innym. Czasami praca, którą wykonujemy
na rzecz zespołu stanowi nasz styl życia. Jest tak
wspaniałe, że jesteśmy w czwórkę w zespole, gramy
koncerty i tak dalej, lecz jest wiele praktycznych
rzeczy, które to utrudniają. Wiele energii przypada na
te praktyczne sprawy. Jest to pracochłonne, jednak
ostatecznie wydaje owoc, z małych fragmentów powstaje
cały obraz.
To również oznacza, że jesteście odpowiedzialni za
błędy.
Całkowicie.
Nie jesteście najłatwiejszym zespołem do współpracy dla
dziennikarzy.
Mamy reputację „trudnych” w obcowaniu z dziennikarzami.
Fotografowie się nas boją. Ciężko nam pozować w
tradycyjnych sesjach dla zespołów. "Wyglądasz cool ale
podnieś brodę w górę". Staramy się unikać, niewygodnych
sytuacji, jak ta. To zabawne, że każdy chce widzieć kto
tworzy muzykę, jakimi osobowościami jesteśmy, czy
przystojni. Staramy się skracać tego rodzaju zabawę.
Trudno nam dokładnie analizować to, nad czym pracujemy.
W muzyce jest magia, o której nie chcę dużo wiedzieć.
Ludzie pytają, "jak to robisz?" albo "jakie jest
znaczenie tej muzyki?". „Znaczenie” nie kryje się za
tym, co robimy. Sigur Rós to czterech facetów, którzy
kochają to, co robią. To po prostu takie proste.
Znaczenie nawiasowego albumu jest najbardziej otwarte
dla interpretacji. Brak tekstów.
Dokładnie. To był twardy orzech do zgryzienia dla
dziennikarzy, którzy przywykli do rzyjmowania informacji
podanych na talerzu. Nie dostali ani tytułu, ani
tekstów, wiec byli zdani na odsłuchanie muzyki, żeby
mogli sami zdecydować o czym jest ten album. To było
zbyt trudne dla nich. Pozbierali się na braku tekstów,
lecz nie dali rady z muzyką. Było zbyt trudne.
A teraz powracacie do tekstów?
Pisanie tekstów tym razem, było dla nas zabawą.
Wyrażanie siebie za pomocą słów zawsze jest dla nas
pewnym wyzwaniem. Jakoś muzyka płynie łatwiej. Gdy
chodzi o słowa, zamarzamy. Razem słuchaliśmy piosenek i
pozwoliliśmy muzyce stworzyć słowa w nas. Myślę, że
czegoś się nauczyliśmy poprzez to doświadczenie. Słowa
piosenek są proste i naiwne. Chwile i małe przygody. Nic
zbyt głębokiego.
Jest taka tendencja by interpretować chwile i przygody
jako coś wielkiego.
Ludzie często nadinterpretują i znajdują znaczenie w
czymś, co nie jest istotne, to zabawne.
Zatem zamierzacie zagrać koncert w Islandii wkrótce?
Tak, na początku października. Będzie wspaniale. Zawsze
jest ten sam problem, jednak. Nie mamy hali muzycznej.
Sportowe areny są budowane tu i ówdzie w Islandii, ale
żadnej wzmianki o hali muzycznej. Jesteśmy zmuszeni do
zagrania w jakichś pieprzonych arenach sportowych.
Wstyd, że musi tak być.
Czy oczekiwanie na kolejny album będzie krótsze niż na
Takk?
Możliwe. Mam nadzieję. Powinniśmy wkrótce przejść na
emeryturę.
Co będziesz wtedy robił?
Miło by było przenieść się na wieś. Kupić chatę i
uprawiać własne warzywa. To było by wspaniałe.
Ale to nie nastąpi przed Bożym Narodzeniem?
Nie. Za rok również nie.
Orri Páll Dýrason
"Kolejnego lata planujemy trasę po Islandii. Chcemy dać
pięć do sześciu koncertów po kraju, jak to zrobiliśmy w
1999 roku. Było wspaniale. W Vopnafjörður graliśmy dla
25 osób."
To drugi album, który nagrałeś z Sigur Rós. Jak się do
nich dostałeś?
Byłem w zespole, który dzielił z Sigur Rós przerwy
pomiędzy próbami w tym samym czasie kiedy Ágúst
zdecydował rzucić zespół. Wtedy mnie poprosili. Mało
wówczas o nich wiedziałem.
Czy żałujesz przyłączenia do zespołu?
Bardzo. Nie, w cale. Te sześć i pół roku było prawdziwą
zabawą.
Nowy album brzmi wesoło.
Tak. Myślę, że można usłyszeć poprzez ta muzykę w jakim
nastroju wtedy byliśmy. Byliśmy trochę oszołomieni
nawiasami. Życie było dziwne, wiele rzeczy się
zmieniało, a my nie mieliśmy bazy, będąc ciągle w
trasie. Teraz czujemy się bezpiecznie, przyzwyczailiśmy
się do wszystkiego. Jesteśmy szczęśliwi.
Czy członkowie zespołu spędzają dużo czasu razem?
Spędzamy dużo czasu razem, jednak staramy się robić
przerwę raz na jakiś czas. Ale jak już się spotykamy, to
przebywamy ze sobą cały dzień. Szczególnie, gdy jesteśmy
na trasie koncertowej. Sypiamy w tym samym autokarze
przez sześć tygodni, idziemy spać razem i razem się
budzimy. Dobrze, że jesteśmy bliskimi przyjaciółmi.
Podczas trasy koncertowej musi być wiele napięcia.
Tak. Georg i ja mamy w domach rodziny wiec często
tęsknimy za domem. Mimo tego koncertowanie jest
wspaniałe. To czekanie i podróżowanie jest męczące, ale
warto by przeżyć chwile koncertowania.
Minęło juz sporo czasu od Waszego ostatniego koncertu w
Islandii.
Tak. Za dużo. Kolejnego lata planujemy trasę po
Islandii. Chcemy dać pięć do sześciu koncertów po kraju,
jak to zrobiliśmy w 1999 roku. Było wspaniale. W
Vopnafjörður graliśmy dla 25 osób.
Podejrzewam, że teraz przyjdzie więcej ludzi.
Tak. Możliwe. Zależy, czy będzie bal tej samej nocy. Sam
poszedł bym raczej na bal.
Czy islandzka publiczność różni się od zagranicznej?
Zwykle publiczność za granicą jest mniej powściągliwa,
szczególnie w Europie południowej. Widownia w Islandii
jest bardziej bojaźliwa na naszych koncertach. Ludzie
obawiają się udostępnić, nie otwierają się, co jest
typowo islandzkim zjawiskiem. Nie koniecznie jest to
gorsze, mimo iż cudownie jest otrzymywać entuzjastyczny
aplauz.
Czy obawiacie się ewentualnego ośmieszenia na koncertach
w Islandii?
Tak. Bardzo. Mama i tato są zawsze obecni.
Wydaje się, że idealnie wkomponowałeś się w zespół.
Tak. Bardzo dobrze, lepiej niż oczekiwałem.
Czyż perkusiści nie są najmniej ochraniani ze wszystkich
członków zespołu?
Tak sądzę. Perkusiści są najczęściej pijakami i
narkomanami.
Również czytałem gdzieś, że największy współczynnik
samobójstw wśród muzyków rokowych dotyczy grających na
Piccolo. Czy jest jakaś marka odpowiadająca za
przypadłości bębniarzy?
Słyszałem, że wśród perkusistów najczęstsze są problemy
z sercem. Chyba jestem wśród tych zdrowych szczęśliwców.
Znów zaczęliście śpiewać po islandzku.
Tak.
Dlaczego?
Mieliśmy ochotę na napisanie tekstów. Powodem, dla
którego nie było tekstów w ostatnim albumie, było to, że
kiedy tworzyliśmy muzykę, Jónsi wykonywał
nieartykułowany wokal przez cały czas. Były w pełni
uformowane i było by dziwnie nagle wstawić teksty w te
skończone utwory. Wtedy weszliśmy do studio tylko z
dwoma starymi utworami, które oba były bez tekstów.
Wszystkie nowe piosenki mają teksty. Pisanie tekstów
jest zabawne. Wszyscy spotykamy się razem i dużo
rozmawiamy.
rozmawiał: Danny Eccleston
przekład z islandzkiego na angielski: Björn Erlingur
Fóki Börnsson,
przekład z angielskiego na polski: Alexcure
)