News`y! historia grupy itp artykuły, wywiady, relacje płyty i płytki teksty i tlumaczenia zdjęcia, fotografie, widoczki niezbędnik fana fajnie odwiedzić dyskusje, wywody, rozmowy zostaw ślad wyspa, klimaty, przepisy, tradycje my Strona startowa

 

 

Wywiad z Georgiem, The Shetland Post (2003)

Przeniósłszy się niedawno na Szetlandy, w celu odnalezienia się w nowej roli redaktora działu rozrywki miesięcznika „The Shetland Post" poczułem, że Sigur Rós  wraz z nowym albumem i napiętym grafikiem koncertowym, będą doskonałym tematem mojego pierwszego wywiadu. Basista zespołu - Georg - jako jedyny był chętny do rozmowy, a to, co zaraz przeczytacie jest dokładną relacją naszej konwersacji (bardziej przystępna wersja wywiadu ukaże się w ostatnim tygodniu sierpnia w debiutanckim numerze „The Shetland Post”).

Re:mote Induction: Czy zespół zawsze składał się z obecnych czterech członków?

Georg: Nie. Zaczęło się ode mnie, Jonsiego (śpiew) i perkusisty - zrobiliśmy jeden album i wtedy...pojawił się klawiszowiec. Dołączył do nas, więc zremiksowaliśy album i podczas gdy ten został wydany, opuścił nas perkusista. Teraz mamy już nowego.

Czyli włączając ten zremiksowany album macie teraz na koncie 3 płyty, tak?

Georg: Tak.

Czy wasza muzyka ewoluowała od czasu wydania pierwszego albumu?

Georg: Tak, rozwijała się bardzo, jest coraz lepsza ha, ha...! Myślę, że gdy sami ludzie się rozwijają, muzyka podąża za nimi. Dojrzewa razem z nimi.

Jak byś określił nastrój tej muzyki?

Georg: Nie wiem, to naprawdę trudne, ciężko jest opisywać własną muzykę. Bardzo prawdopodobne, że jest to dużo trudniejsze dla nas niż kogokolwiek innego. Mam tylko nadzieję, że jest ona szczera, to jedyny sposób, w jaki chciałbym ja określić.

Czy tworząc ją, macie jakieś ustalone oczekiwania, intencję, by wywołać konkretny nastrój?

Georg: Tak i nie. Cała nasza muzyka po prostu jakoś z nas wypływa i nigdy nie planujemy niczego konkretnego. Choć oczywiście, zawsze chcemy, by to, co robimy obudziło coś w słuchaczach, otworzyło.

Jak bardzo ważne są słowa w waszych utworach?

Georg: Tak naprawdę, to myślę, że nie są tak istotne. Sądzę nawet, że nie są w ogóle ważne.

Czy dobrze się orientuję, że używacie kombinacji islandzkiego i jakiegoś wymyślonego języka?

Georg: Tak.

Możesz o tym powiedzieć coś więcej?

Georg: Gdy tworzyliśmy muzykę na nasz pierwszy album, Jonsi jedynie coś tam bredził. Jednak gdy przyszło co do czego, napisaliśmy słowa do wszystkich piosenek, oprócz jednej, o której zdecydowaliśmy, że Jonsi zaśpiewa w niej swoją paplaninę. Ten album, jak również piosenka nosi tytuł „Von” (nadzieja), więc postanowiliśmy nazwać ten "język" hopelandish. I na przykład teraz wszystkie nowe piosenki są w nim napisane.

Paplanina jako faktura?

Georg: To po prostu używanie głosu jak instrumentu.

Ruszaliście się trochę ostatnio. Czy ze względu na kontrakt z Fatcat daliście wiele koncertów poza Islandią?

Georg: Nie, niewiele. W zeszłym roku po raz pierwszy graliśmy za granicą.

Dużo koncertujecie. Lubicie to?

Georg: Do pewnego momentu. Fajnie jest jeździć po tylu miejscach. Przykład: za dwa tygodnie wyruszamy do Japonii i zapewne będzie to ekscytujące przeżycie. Jednak, niełatwo jest, gdy ma się cały czas zawaloną głowę, to wyczerpuje. Nie możemy się przepracowywać, żeby się szybko nie wypalić.

A czy czujesz, że koncertowanie jest ważne?

Georg: Tak, jasne, tak być musi. Ludzie pragną słuchać naszej muzyki w ten sposób.

Jak to było grać z Godspeed, Labradford itp?

Georg: Trasa z Godspeed była bardzo, bardzo ciężka. Przede wszystkim, była to nasza pierwsza prawdziwa trasa. Poza tym Godspeed to zespół składający się z wielu osób i za każdym razem, gdy jechaliśmy gdzieś grać, ich próby dźwięku potwornie się ciągnęły, więc my w sumie nigdy ich nie mieliśmy. To oczywiście nie ich wina, jednak był z tym spory problem. Za to trasa „Drifting tour” była cudowna, świetna, bardzo nam się podobało, wszystko było po prostu....no...perfekcyjne.

Sądzisz, że środowisko naturalne wpływa na waszą muzykę?

Georg: Tak. Wiele razy zadawano nam to pytane i zawsze odpowiadaliśmy "nie, nie do końca", ale odkąd zaczęliśmy się nad tym zastanawiać, dochodzimy do wniosku, że natura na nas oddziałuje i im więcej nad tym myślę, tym bardziej wiem, że to prawda. Bo gdy głębiej się nad tym zastanowić, to jeśli byśmy mieszkali na przykład w Londynie, to prawdopodobnie nie tworzylibyśmy takiej samej muzyki.

Które elementy islandzkiej natury mają najmocniejsze związki z wami i waszą muzyką?

Georg: Myślę, że są to krajobrazy. Gdy gram na koncercie, zawsze w głowie mam obrazy. Najczęściej są to właśnie krajobrazy z Islandii i... rozgrywające się na ich tle historie. Te pejzaże są bardzo delikatne, ale mogą też przybierać dramatyczną postać. I można je widzieć obydwa naraz, na przykład: mech i lawa. Rozumiesz, skrajności.

Możesz mi powiedzieć coś więcej na temat twojej wersji bajki dla dzieci, którą stworzyłeś na wasz ostatni kontrakt z FatCat 12?

Georg: Wydaje mi się, że ta piosenka to oryginalna irlandzka kołysanka, ale nie jestem pewien, czy ktokolwiek w Irlandii ją jeszcze zna, ponieważ już od bardzo dawna śpiewa się ją islandzkim dzieciom.

Zaprosiliście również orkiestrę dętą na ostatnią 12 z FatCat.

Georg: Podczas nagrywania nowego albumu ( w sklepach od 14.08 ) chcieliśmy dodać jeszcze więcej przeróżnych instrumentów, takich jak smyczki, dęciaki, .

Jak wygląda muzyczna scena w Reykjaviku?

Georg: Jest wiele zespołów i zresztą, to na tyle mały kraj, że wszyscy się znają i przyjaźnią...no albo są wrogami.

Czy nowy album niesie ze sobą przesłanie, by zacząć wszystko od nowa?

Georg: Tak i nie. Album nosi tytuł "dobry początek", "dobry start" i sądzę, że czujemy się, jakbyśmy zaczynali na nowo, chcemy tego. Wcześniej był początek, dopiero teraz się naprawdę zaczęło.

Czy gdy tworzycie album, to pracujecie nad nim i robicie sobie przerwę, czy ciągle piszecie coś nowego?

Georg:  Cóż, my robimy wszystko na opak. Najpierw gramy na koncertach, a potem idziemy do studia i to nagrywamy. Oczywiście, przed trasą mamy próby, piszemy utwory i je dopracowujemy. Zazwyczaj też robimy przerwy, ale teraz to trochę trudne, bo ciągle coś się dzieje.

Macie natłok roboty?

Georg: Tak. Ale gdy zechcemy zrobić sobie przerwę, to ją po prostu zrobimy.

W jaki sposób natknęliście się na Fat Cat?

Georg: Dawaliśmy występ z Gus Gus w Islandii jako support, a byli tam też obecni goście z Fat Cat. Rozmawiali z nami po koncercie, spodobało im się i chcieli wydać jakiś singiel czy coś takiego i od tamtej pory nasza współpraca ewoluuje. Mieliśmy zawsze nadzieję, że coś takiego się stanie, ale tak na poważnie nic nie szukaliśmy, a tu nagle pojawia się taka okazja, więc zgodziliśmy się. Pojawiały się wprawdzie oferty z innych wytwórni, ale nie były dobre, a ta była. Właśnie czegoś takiego chcieliśmy się podjąć.

Czy Fat Cat wyda jeszcze raz wasze wcześniejsze albumy?

Georg: Chyba byśmy nie chcieli. Chcemy się rozwijać tak, jak teraz. Pożyjemy, zobaczymy.

A epki FatCat, co z nimi?

Georg: Bedą na nowym albumie.

Tłumaczenie z www.popplagid.com kkasial

 

     

 

news : zespół : artykuły : dyskografia : teksty : galeria : media : linki : forum : księga gości : Islandia : autorzy

 

design by Ludio 2004 - Identyfikacja Wizualna